Niczego w życiu nie żałuję – Helena Norowicz

0
bohoboco.com/2015

Helena Norowicz to nie tylko aktorka filmowa i teatralna, ale także… najstarsza polska modelka! Mimo 83 lat nadal zachwyca naturalnym wdziękiem i kobiecością, a jej życiowa mądrość to skarbnica refleksji dla każdej kobiety. Bo czyż znajdzie się lepszy sposób spojrzenia na swoje życie pełnowymiarowo, niż przez pryzmat dojrzałej kobiety, która tą drogę przebyła w tak pięknym stylu? Zdecydowanie kropką nad „i” były kampanie m.in. Bohoboco, w których Pani Helena udowodniła, że kobieta jest piękna absolutnie w każdym wieku! Bo młodość to nie gładkie ciało, a stan umysłu. Dla mnie osobiście była to niezwykła rozmowa, która zostanie we mnie na długo…

Jest Pani w cudownej formie!

Doświadczam już ubytków energii, ale jeszcze nie chcę się poddać (śmiech).

Czy to jakiś sekretny przepis?

Rozczaruję panią – nie mam przepisu. My jako ludzie rodzimy się już z pewnymi cechami; uporem, chęcią istnienia, tego właściwego, sprawnego, żeby nie tyle zadziwiać innych, ale być samemu z siebie zadowolonym. Żeby móc na sobie polegać . Taki najprostszy przepis na życie to ciągła aktywność, którą chce się uprawiać, z której ma się satysfakcję, którą się lubi nawet wtedy, kiedy nie wszystko się udaje. Ogromnie ważne jest  wypracowanie ciała, które nie sprawia nam ciężaru. Żeby nie było za dużo kilogramów, bo to też nas ogranicza. Ja nie miałam nigdy problemu pod tym względem, zawsze miałam talię osy – 58cm! To są najprostsze, najbanalniejsze rzeczy. Jednak wszystko musi wychodzić ze środka, z pasji, z tego, że człowiekowi na czymś zależy i robi coś dla siebie.

A sprawność fizyczna? W jaki sposób dba Pani o kondycję i sylwetkę?

Nie korzystam z klubów fitness czy siłowni ponieważ nie lubię przymusu. W związku z tym nie uprawiam nawet klasycznej jogi, ponieważ wymaga ona instruktora, który sprawdza właściwy oddech oraz technikę. Inspiruję się nią jednak i próbuję według własnych możliwości niektórych elementów. Taka klasyczna gimnastyka. Jako dziecko byłam bardzo sprawna głównie w akrobatyce. W tej chwili zrobienie mostka jest dla mnie niemożliwe, jednak rozciągam się. Siadam na podłodze, robię szpagat i tak siedzę 2-3 minuty… Poza tym spacery po lesie, które uwielbiam. Krótsze dystanse pokonuję piechotą, zamiast np. jechać autobusem.

Wraz z mężem tworzy Pani ponad sześćdziesięcioletni związek…

Nasz związek zaczął się dawno temu, kiedy między ludźmi były inne zasady. Teraz to wszystko wygląda inaczej. Nie miałam też  typowego rodzaju pracy, ponieważ czasem nie było mnie 10 godzin w domu. Rano szłam na próbę do teatru, potem były przedstawienia, jedno po drugim i często wracałam o 22:00 do domu. Na co dzień mijaliśmy się, w związku z czym nie mieliśmy specjalnie czasu na konfliktowanie się (śmiech), a z drugiej strony na nudzenie się sobą. Ludzie, którzy są ze sobą powinni się rozumieć. Ja męża poznałam w szkole teatralnej. On potem zrezygnował z aktorstwa i zajął się reżyserią telewizyjną.  Nie wiadomo kiedy to życie upłynęło. Jesteśmy ze sobą już 64 lata. Nie ma tak, żeby zawsze wszystko było idealne, żebyśmy nie mieli do siebie jakichś pretensji czy rozczarowań. Tak jak i w życiu, raz są cudowne doświadczenia i euforia, a zaraz potem nadchodzi marazm i niechęć. Jeżeli się pozna, że takie są koleje, łatwiej przeczekać gorsze momenty. Jeżeli te momenty są nie do przeczekania, to wtedy zdecydujesz co dalej. Warto mieć tą perspektywę i z jej poziomu oceniać sytuację. Nam się to zawsze udawało i nigdy nie musieliśmy podejmować żadnych radykalnych decyzji. Jesteśmy dla siebie partnerami, kochamy się i dobrze nam ze sobą.

bohoboco.com/2015
bohoboco.com/2015

Jest w Pani tęsknota za młodością?

Mamy taki zasadniczy podział, dzieciństwo, młodość, wiek dojrzały i starość. Ja jestem już w tej ostatniej fazie – starości. Trzeba to zaakceptować, ponieważ nie ma innego sposobu, aby się cofnąć do któregokolwiek etapu. Gdyby była taka możliwość, na pewno szybko cofnęłabym się do młodości. Pozostaje mi jednak dbać o to zdrowie, które mam, o siebie, ale tak, żeby nie popadać w żadne przesady.

Czy jest coś czego Pani w życiu żałuje?

Niczego w życiu nie żałuję. Ostatnie 10 lat byłam na emeryturze i mogłabym żałować, że wcześniej nie zaistniała możliwość brania udziału w sesjach zdjęciowych i pokazach mody. Po osiemdziesiątce stałam się modelką. Wróciła do mnie ta energia. Może tutaj faktycznie szkoda, że to wszystko nie wydarzyło się o te 10 lat wcześniej, kiedy z pewnością byłam sprawniejsza, bardziej wytrzymała do znoszenia trudów, ale to może było potrzebne. Wierzę w to, że wszystko dzieje się we właściwym czasie, a ten który był mi dany na emeryturze, przeznaczyłam w pełni na odpoczynek i regenerację. Wierzę w przeznaczenie.

Co dała Pani ta aktywność?

Przede wszystkim zmobilizowała mnie. Na emeryturze mamy skłonność do odpuszczania sobie. Już nie jesteśmy takimi cenzorami w stosunku do siebie. Ja jednak wtedy powtarzałam sobie, że muszę dbać o formę, by móc sprostać ewentualnym propozycjom, które mogą się pojawić. Ważna była dla mnie też świadomość tego, że mogę kogoś zainspirować. Ktoś może uświadomić sobie patrząc na mnie, że jeżeli jej się udało to i ja mogę. Lecz niech zacznie myśleć o tym mając lat 50. Ja nie mówię oczywiście, że każda kobieta powinna być modelką! Nie każdy tego chce i nie każdy tego potrzebuje. Jednak  by w tym co chcą robić byli sprawni, dobrzy, i żeby im się chciało.

bohoboco.com/2015
bohoboco.com/2015

Zazdroszczę Pani doświadczenia i życiowej mądrości. Przychodzą z wiekiem, czy trzeba o nie walczyć?

Uczymy się przez całe życie i trzeba po prostu z własnych doświadczeń wyciągać wnioski. A później przekazywać to doświadczenie, bo być może to dla kogoś okaże się to pomocne. Trzeba bardzo siebie słuchać, działać według tego czego się chce i o czym się marzy. Jeżeli zaczynasz robić to na czym Ci zależy to nie czujesz zmęczenia czy zniechęcenia. Wszystko co dla nas ważne wypływa z serca, z nas samych. Literatura, film, doświadczenie, rodzina – to wszystko nam pomaga, żebyśmy nie byli biernymi odbiorcami życia. Niektórzy mówią: „Jakim mnie Boże stworzyłeś, takim mnie masz” jednak warto pamiętać, że dostajemy od życia białą kartę i od nas zależy jak ją wypełnimy. To taka moja prosta definicja dojrzałości.

Między mną a Panią jest ponad 50 lat różnicy! Co robiła Pani w wieku 30 lat?

Dla mnie to był bardzo szczęśliwy okres. Byłam wtedy 7 lat po ukończeniu Szkoły Teatralnej w Łodzi. Od razu zostałam zaangażowana do teatru w Warszawie. Nasz rektor Łódzkiej Szkoły Teatralnej był jednocześnie dyrektorem teatru klasycznego. Wytypował paru absolwentów, m.in. mnie i Jadzię Barańską. Byłam wtedy bardzo szczęśliwa, ponieważ aktywnie działałam, pracowałam, niekiedy po 10 godzin. Jednak była jakaś taka ciepła atmosfera, teatr był naszym drugim domem. Okresowo to nie był atrakcyjny czas i nie najlepsze lata w naszej historii. Byliśmy biedni, ale młodzi i robiliśmy wszystko co chcieliśmy. To co kochaliśmy. I to było dla nas najważniejsze.

Co dzisiaj powiedziałaby Pani tej trzydziestoletniej Helenie, przed którą świat stał otworem?

Ja już tej Helenie nic nie mogę powiedzieć, bo cokolwiek bym powiedziała, to jest już za późno (śmiech), natomiast mogę przypomnieć każdej innej kobiecie trzydziestoletniej, by miała świadomość przemijalności. Tego, że młodość nie będzie trwała wiecznie. Przechodzenie w kolejny rok swojego życia to nie jest dramat, to jest formalność. Trzeba budować takie życie, żeby było dla nas najcenniejszą wartością w oparciu o to co chcemy robić. I przede wszystkim, żeby być aktywnym i czerpać z życia tyle ile się da.

Jestem oczarowana Pani energią…

Pani Moniko, jak pani zacznie myśleć pasjami, to ja wierzę w to, że pani znajdzie w sobie niezwykłą energię. Są czasem sytuacje, które nas dołują, ale ważne jest to byśmy zawsze umieli patrzeć w górę, nigdy w dół…