Jesienne smutki? Nigdy w życiu!

0

Znacie to? Zaczyna się mniej więcej w październiku, kiedy częściej padają deszcze i nagle z cudownie delikatnych i lekkich ubrań musimy się przełączyć na cieplejsze i wodoodporne. Po ciepłych wieczorach pozostają nam tylko wspomnienia, opalenizna dawno zeszła zostawiając przesuszoną skórę i masę pamiątek na twarzach i ciałach w postaci przebarwień. Dzień robi się krótszy i choć latem na propozycję wypadu na spacer o godzinie 21.00 reagowałyśmy entuzjazmem to teraz nie ma siły, która wywlecze nas z domu po zapadnięciu zmroku.
A zapada skubaniec coraz szybciej. Siły mamy jakby mniej, chęci do życia tyle samo. W Zaduszki dopada nas nastrój melancholijny. Mokre liście w alejkach cmentarnych przywołują myśli o przemijaniu, nagle uświadamiamy sobie ile mamy lat, a widok wiewiórki żebrzącej o orzeszki budzi wspomnienia z dzieciństwa, kiedy przychodziliśmy na groby z babcią albo dziadkiem. Wieczory najchętniej spędzałybyśmy owinięte kocem, obłożone kotami, z kubkiem herbaty w zmarzniętych łapkach, czytając powieści o wielkiej miłości, albo nie – najlepiej o tragediach, bo tak cudownie współgrają z wszechogarniających nastrojem rezygnacji.  Jednym słowem nic, tylko zapaść w sen zimowy. Brzmi znajomo? To fajnie, bo chętnie Was z tego wyciągnę.

Po pierwsze, jesień i zima są po to, żeby natura się przygotowała do nowego życia. Wszelkie żyjątka zwalniają obroty i się wyciszają, aby na wiosnę z nową energią wziąć się ….za co tam sobie chcą. Natura nie umiera, nie jojczy i nie marudzi, że musi trochę przystopować. A my co robimy? Zimą porastamy mchem i gnuśniejemy, spowalniamy procesy życiowe jak zahibernowane żaby choć bardziej przypominamy niedźwiadki. Nic nam się nie chce poza tuczeniem się Bardzo Niezdrowym Jedzeniem. Bardzo wczesną wiosną nagle uświadamiamy sobie, że za kilka miesięcy trzeba będzie tyłeczki pokazać na plaży i katujemy się ćwiczeniami i dietą. Przez miesiąc. Efekt każda z nas zna doskonale. Pierwszy spacer po plaży realizujemy owinięte w pareo. Potem jest nam wszystko jedno. Obiecujemy sobie tylko, że w przyszłym roku to będzie inaczej i wszelkie działania naprawcze podejmiemy odpowiednio wcześniej. Ha ha ha!

Latem biegamy po słońcu i dziwimy się, że skóra się świeci po kilku godzinach, a po sezonie jest przesuszona, że zmarszczki się uaktywniły, włosy zniszczone i pierzaste. Zimą zaś siedzimy w ogrzewanych pomieszczeniach, skórę dalej uparcie suszymy, włos dobijamy suszarką, więc po kilku miesiącach wyglądamy jak po ciężkiej chorobie. W popłochu zaczynamy w siebie wcierać i wmasowywać hektolitry emulsji, masek i balsamów z nadzieją, że uda się odwrócić proces brzydnięcia. No niestety, zazwyczaj się nie udaje wrócić do stanu fabrycznego.

Dlatego mam dla Was propozycję. Spróbujcie tym razem nie poddawać się lansowanego od lat typowo polskiemu wzorcowi „kobiety jesiennej” – melancholijnej, spowolnionej, zamyślonej i zaspanej, owiniętej w kraciasty kocyk. Dla odmiany zaplanujcie jesień i zimę jako doskonały moment na wykonanie tych wszystkich działań na które latem nie mamy czasu bo …już jest lato i wolimy robić coś innego.

Oto moje propozycje na spędzenie fantastycznej jesieni i zimy.

  • Kilka razy w tygodniu, a może nawet codziennie – idź na spacer do parku. Wdychaj świeże, mroźne powietrze, przewentyluj płuca skatowane przez klimatyzację (wiecie, ile roztoczy i grzybów zasiedla biurowe systemy klimatyzacyjne? Są źródłem bardzo wielu chorób i alergii), zmarźnij – w ten sposób rozwijasz swoją odporność.
  • Zacznij biegać. Uwierz mi, bo wiem co mówię – bieganie zimą to świetne przeżycie, doskonale zbudujesz kondycję przed wiosną i nie będziesz miała zadyszki podbiegając do autobusu. Jest jeszcze jedna – bezcenna korzyść – to najtańszy i najbardziej skuteczny program odchudzający. Pupa chudnie sama z siebie. Kilka tygodni biegania i to, co dotychczas opadało nagle się pięknie podnosi i ujędrnia. Jedyne, czego potrzebujesz to ciepły ciuch i wygodne buty. Jeśli przeraża Cię bieganie po dworze idź na siłownię i biegaj po bieżni.
  • Innym pomysłem jest fitness lub joga. Wszystko zależy od Twojej osobowości i potrzeb. Jedni wola się wyhasać, inni chcą wyciszenia – ale obie „dyscypliny” rzeźbią ciało i nie pozwalają sflaczeć. Jest jeszcze jeden bardzo ważny czynnik przemawiający za wszelką aktywnością fizyczną – są to endorfiny. Takie małe skubańce, które błyskawicznie poprawiają humor, a uwalniają się kiedy jemy czekoladę albo gdy uprawiamy sport. To drugie jednak polecam jako zdrowsze. O wiele łatwiej zniesiemy ciemność i chłodek jeżeli po naszych ciałach będą hulały endorfiny. Wzmocnij organizm a przetrwasz zimę z jednym  katarem.
  • Zmień dietę – to prawda, że zimą jemy więcej kalorycznych i rozgrzewających potraw, tym bardziej więc kontroluj to, co jesz. Zamień ciężkie i tłuste dania na więcej warzyw, owoców, orzechów i kasz – a będziesz mogła się objadać, bo są lżej strawne.
  • Korzystaj z dobrodziejstw polskich probiotyków – kiszonek. Nie ma nic lepszego na grypy i wirusy niż kapusta kiszona.
  • Zapisz się na warsztaty kulinarne – to świetny sposób na poszerzenie horyzontów kuchennych i poznanie nowych ludzi. A jakie kolacje będziesz potem robiła!
  • Wykorzystaj długie wieczory i ucz się – języków, rysowania, robienia na drutach, szycia. Serio. Zwykle mamy dwa zrywy dotyczące realizowania celów. Pierwszy raz po Nowym Roku wymyślamy sobie postanowienia noworoczne – zwykle nie realizowane, co nas bardzo frustruje (żeby się nie stresować po prostu przestań sobie cokolwiek postanawiać), drugi raz na wiosnę lub wczesnym latem na fali endorfin spowodowanych większą ilością słońca czujemy w sobie moc wielką i chcemy się uczyć języków, garncarstwa, jazdy na motocyklu i robić miliard różnych rzeczy. A potem przychodzi lato i szkoda nam czasu na sen, a co dopiero na realizację tych szczytnych celów. Dlatego jesień i zima idealnie się do tego nadają.
  • Wykup sobie karnet do teatru.
  • Albo do kina.
  • Znajdź najbliższe schronisko dla zwierząt albo gminną przechowalnię i zostań wolontariuszką. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak nagle przestajemy dostrzegać niedogodności takie jak deszcz czy śnieg jeśli robimy coś dla kogoś. Wyprowadzaj bezdomne psiaki a poczujesz, że życie nabierze wartości.
  • Dowiedz się, gdzie jest świetlica dla dzieci. W każdym mieście funkcjonują miejsca, gdzie dzieciaki z rodzin dysfunkcyjnych mogą spędzić trochę czasu, odrobić lekcje, zjeść ciepły posiłek. Poczytaj im. Nie wiesz nawet, jak wielu dzieciakom nikt nigdy nie czytał na głos.
  • A może chętnie spotkasz się z seniorami? Jest bardzo wiele starszych osób, które również potrzebują towarzystwa. W stowarzyszeniach i fundacjach dowiesz się, gdzie i kiedy można się z nimi spotkać i może wspólnie zaczniecie robić fajne rzeczy.
  • Naucz się (albo może umiesz ale o tym zapomniałaś) robić na drutach i zacznij tworzyć zimowe cuda. To jedno z tych zajęć, które doskonale resetują mózg i przestajemy myśleć o głupotach….bo o niczym nie myślimy. Obdarowuj potem szalami i swetrami. Jeżeli uda Ci się jakiś skończyć, bo w robieniu na drutach dla mnie najfajniejsze jest samo robienie na drutach. Efekt końcowy nie jest już taki ważny.
  • Znajdź czas dla swojego ciała. Używaj maseczek nawilżających, dbaj o włosy, rób regularnie pedicure – to nic, że stóp nie pokazujesz. Wiosną nie będziesz musiała w popłochu niwelować strat bo ich po prostu nie będzie. W promieniach słońca objawisz się jędrna, wybiegana, z piękną cerą i włosami. Wyedukowana i pewna siebie, ze świadomością, że nie straciłaś pół roku na marudzenie i cierpiętnictwo, tylko spędziłaś ten czas świadomie. Jeżeli wybierzesz opcję „nic mi się nie chce i zapadam w sen zimowy” to też ok.
    Ale niech to będzie Twój świadomy wybór. To cześć. Ja idę biegać 🙂